Australia 2017

Dzień 1: Wizyty w winnicach

Dodano: 2017-05-03

W Adelaide lądujemy o 05:10. Na niewielkim lotnisku przechodzimy przez kontrolę, podczas której musimy się także “wyspowiadać” z przewożonych towarów: leków, roślin, produktów odzwierzęcych itp. Podobnie jak w przypadku starań o wizę amerykańską, na wypełnianym formularzu należy zaznaczyć wszystko zgodnie z prawdą. Ja np. przyznaję się do przewożonych leków. Na miejscu strażnika dziwniej bym się przyglądała osobie, która deklaruje, że żadnych leków nie przewozi. Muszę wyjaśnić, że przewożę leki na przeziębienie i grypę. Czekamy na bus, który ma nas zawieźć do wypożyczalni. W tym czasie, jeszcze na lotnisku, kupujemy kartę SIM do tableta, aby mieć swobodny dostęp do internetu.

Kierowca zawozi nas bezpośrednio do wypożyczalni, skąd sprawnie odbieramy nasz …….

Od razu wyznaczamy trasę do naszego pierwszego hotelu na drodze do Grampians National Park. Jest nim Smerdon Lodge Motel w Horsham. Przed wyjazdem z miasta zatrzymujemy się przy supermarketach aby dokonać niezbędnych zakupów. Zaopatrzeni w produkty śniadaniowo-kanapkowe ruszamy w dalszą trasę. Naszym pierwszym celem są winnice, które mają nam umilić drogę.

W okolicach Adelaide znajdują się dwa ważne regiony uprawy winorośli: Adelaide Hills i Barossa Valley, gdzie wśród romantycznych wzgórz i dolin znajduje się ok. 50 winiarni. Przejeżdżając drogą A8 nie sposób nie natrafić na znaki kierujące do okolicznych winiarnii, gdzie można dokonać niezapomnianej degustacji, co jest też naszym celem.

Historia australijskiego wina jest krótka: pierwsze szczepy winorośli przybyły na ten kontynent, gdy jeszcze był on brytyjską kolonią karną. Pod koniec XVIII w. sadzonki sprowadzone z Ameryki Południowej przybyły do Nowej Południowej Walii. Pierwsze próby plantacyjne były nieudane, co jednak nie zniechęciło sadowników. W latach dwudziestych XIXw. wina australijskie doczekały się eksportu i nawet pierwszych nagród międzynarodowych. Kolejnym etapem rozwoju winiarstwa było sprowadzenie sadzonek z Francji i Hiszpanii.

Gdy wydawało się, że wszystko jest na najlepszej drodze do sukcesu, w australii wybuchła gorączka złota, która odebrała pracowników przemysłowi winiarskiemu. Do ciężkich lat doszła plaga mszycy, którą ograniczyły kwarantanny i izolacja od reszty świata. Mimo trudności winiarnie powoli się rozwijały. Gdy po drugiej wojnie światowej do Australii przyjechali imigranci, wraz z nimi przybyła kultura picia wina zarówno do obiadu, jak i towarzysko w restauracjach. To na dobre rozkręciło przemysł winiarski, który na końcu XIX i początku XXw. przeżył prawdziwy bum.

Z perspektywy czasu można by powiedzieć, że przemysł winiarski był skazany na sukces - idealny klimat i ogromne przestrzenie oraz małe zagęszczenie ludności stwarzały idealną podstawę. Doszła do tego pasja i ciężka praca ludzi, które zaowocowały (dosłownie) największymi winiarami na świecie. Ta masowa produkcja możliwa dzięki wielkim obszarom oraz skupie owoców z odległych plantacji (grona są specjalnie chłodzone w czasie transportu). Ponadto australijskich plantatorów nie ograniczają restrykcje dot. pochodzenia owoców: mieszają oni grona z różnych regionów i odmian, co jest niemożliwe w europejskich winiarniach. Jedynym czynnikiem ograniczającym uprawy jest dostęp do wody, którą niekiedy doprowadza się do plantacji z odległych regionów.

Ponad połowa produkcji ma miejsce w Nowej Południowej Walii. Tutejsze chłodne zimy pozwalają owocom osiągnąć balans między słodkością i kwasowatością. Grona zbierane są często nocą i chłodzone przed dalszą obróbką. Sama fermentacja również przebiega w niższych temperaturach. Australijczycy nie przykładają wagi do regionu, z którego pochodzą owoce - istotny jest finalny smak wina. Odchodzą od tradycyjnych korków, które grożą korkowa chorobą wina. Australijskie wina są zakręcane, co ułatwia kontrolę nad wymianą powietrza w butelce i starzeniem się wina. Prawdopodobnie te wszystkie czynniki złożyły się na ogromny sukces australijskiego wina i powstania tu winnej turystyki.

Nie mamy konkretnego schematu ani planu, do których winnic zajedziemy. Pozostawiamy to losowi. Pierwszy wybór padł na…… Robimy zdjęcia beczkom, które pełnią tu rolę zewnętrznych stolików. W lokalu słychać muzykę, barman częstuje gości. Mamy wrażenie, może mylne, to jakaś zamknięta impreza. Podziwiamy okolicę udekorowaną jesiennymi kolorami liści. Win nie próbujemy, bo ja nie mam jakoś ochoty, a O. prowadzi samochód.

Winnica
Winnica

Ostatnią winnicą, do której dziś zajeżdżamy jest Hahndorf Hill Vinery. Pani prezentuje nam kolejne wina, wyczerpująco o nich opowiada. Są to jednak głównie wina wytrawne i mimo, że smakuja bardzo ciekawie, na żadne się nie decydujemy. Robimy kilka zdjęć w ciepłych promieniach zachodzącego słońca i ruszamy w dalszą drogę.

Winnica
Winnica

Późnym wieczorem dojeżdżamy do Smerdon Lodge Motel . Hotel przypomina typowy amerykański motel na trasie. Nas pozytywnie zaskakuje wyposażenie: ratujący nas w te zimne noce podgrzewane prześcieradło, woda w lodówce, mikrofalówka itd. Po ciepłym prysznicu idziemy spać.

Poniżej pełna galeria z Wizyty w winnicach: